Islandia.
Europejskie wyprawy

Islandia – kraina Ognia i Lodu

Islandia od dawna znajdowała się na naszej liście miejsc obowiązkowych do odwiedzenia, więc gdy tylko pojawiła się okazja kupna biletu po okazyjnej cenie nie zastanawialiśmy się ani chwili. Kwiecień jest idealną porą na zwiedzanie tego kraju. W miesiącu tym kończą się długie, ciemne, zimowe noce. Nie jest jeszcze tak tłoczno jak w szczycie okresu turystycznego, a pogoda okazała się być dla nas wyjątkowo łaskawa. Na Islandii króluje powiedzenie, iż jeśli nie podoba ci się pogoda to poczekaj 5 min. a wtedy będzie jeszcze gorzej. Podczas naszego 3 dniowego pobytu nie padało ani razu, a wręcz cieszyliśmy się słoneczną pogodą.

Islandia.

KOSZTY ŻYCIA NA ISLANDII

Niestety coś co miało być niskobudżetowym wypadem weekendowym nie do końca takim się okazało. Wydawało nam się, że pogłoski o niebotycznych kosztach utrzymania w Islandii zdają się mocno przesadzone…niestety myliliśmy się. Już pierwsze zakupy spożywcze stanowiły ostre zderzenie z rzeczywistością. Po wylądowaniu nie sposób nie zauważyć surowości przyrody, braku jakiejkolwiek formy zieleni, a nasze pierwsze skojarzenie to krajobraz niczym na innej planecie. Na szczęście nie musieliśmy się martwić o kwestię noclegu ze względu na gościnność znajomych, którzy mieszkają tam od pięciu lat.

MIEJSCA OBOWIĄZKOWE PODCZAS WIZYTY

Mówi się, że jeśli ma się tylko kilka dni na zwiedzanie wyspy to koniecznie należy udać się w rejon Golden Ring i tak też zrobiliśmy.

Na tzw. Złoty Krąg (Golden Circle) składają się trzy piękne miejsca w południowo-zachodniej Islandii:

  • Park Narodowy Þingvellir,
  • obszar geotermalny Geysir,
  • wodospad Gullfoss.

Miejsca te są znane na całym świecie i są tak samo spektakularne, jak wyjątkowe. Park Narodowy Þingvellir wpisany jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO właśnie ze względu na swoje walory historyczne. W tym miejscu bowiem do końca XVIII w. spotykał się najstarszy parlament na świecie. Magii temu miejscu daje możliwość przespacerowania się pomiędzy dwoma płytami tektonicznymi – amerykańską i europejską, które w tym miejscu stykają się ze sobą. Region ten poprzecinany jest licznymi szczelinami, wąwozami i urwiskami pełnymi ukrytych ścieżek i wodospadów.

Następnie udaliśmy się w kierunku największego aktywnego gejzeru na wyspie. Co 5-10 minut wybucha on na wysokość 30 metrów dając niesamowity efekt, a kolorowe, wesoło bulgoczące pola geotermalne tworzą wspaniałe krajobrazy.

Zwieńczeniem dnia było udanie się do wodospadu Gullfoss, który składa się tak naprawdę z dwóch kaskad – pierwszej o wysokości 11 metrów i drugiej, dwudziestometrowej.

Islandia wodospad Gullfoss.

RAKI I WSPINACZKA NA LODOWIEC

Dzień drugi to wizyta na lodowcu, który ku mojemu zaskoczeniu okazał się być dla mnie największą atrakcją całego pobytu. Stanowi on połączenie niesamowitego krajobrazu z dreszczykiem przygody. Wtedy też pierwszy raz miałam na stopach raki ponieważ bez nich nie ma mowy o spacerowaniu po lodzie.

Jak już będziecie na lodowcu to polecam udać się na oddaloną w niewielkiej odległości Czarną Plażę Reynishverfi.

STOLICA ISLANDII

Dzień trzeci to relaks i poznawanie stolicy Islandii, czyli Reykjaviku. Miasto, które liczy niespełna 150 tyś.mieszkańców okazało się niezwykle urokliwe jeśli chodzi o zabudowę.

KUCHNIA ISLANDZKA

Teraz czas na najciekawszą kwestię, czyli kuchnię islandzką. Jeśli miałabym ją określić jednym słowem byłby to przymiotnik… DROGA. Ku mojemu zaskoczeniu na stołach nie królują ryby, a raczej baranina. Islandia ma kilka bardzo charakterystycznych produktów, których trzeba spróbować. Długie, mroźne zimy i nieprzychylna pogoda nie sprzyjają uprawie warzyw, ani owoców dlatego nie dość, że maja bardzo wysokie ceny to jeszcze nie posiadają żadnych walorów smakowych.

Najciekawszym z nich wydawał nam się zgniły rekin Hakarl, który jak się okazało nie trafił w moje kubki smakowe. Pierwsze pytanie jakie nasuwa mi się na myśl to dlaczego zgniły? Ponieważ świeże mięso rekina jest trujące, a w procesie fermentacji nadmiar mocznika zostaje usunięty. Niestety już sam jego zapach działa odpychająco, ale do odważnych świat należy, dlatego spróbowanie tego „rarytasu” stanowi obowiązek. Barania głowa to kolejny islandzki rarytas. Rozdziela się ją na dwie części, marynuje lub gotuje. Ostrzegam, że nie wygląda zbytnio zachęcająco. Tego dania nie spróbowaliśmy i szczerze jakoś szczególnie nie żałuję;)

Produktem, który skradł nasze serca jest serek Skyr przypominający swą konsystencją serek homogenizowany. Posiada on niezwykłe walory zdrowotne. Jest produkowany z odtłuszczonego mleka krowiego, bogaty w białka i ubogi w tłuszcz. Występuje on w licznych smakach, moim faworytem był kokosowy oraz pieczone jabłko. Wykorzystuje się go także do przyrządzania deserów. Bardzo popularnym jest Skyr cake czyli lekki, puszysty sernik. Odpuściłam sobie próbowania innych słodyczy, gdyż nie przepadam za smakiem lukrecji na punkcie której Islandczycy mają świra. Islandzki chleb wulkaniczny to kolejna pozycja, z którą nie spotkałam się nigdy wcześniej. Głównym jego składnikiem jest mąka żytnia, która nadaje mu charakterystyczny słodki posmak. Piecze się go w podziemnej, geotermalnej piekarni, gdzie temperatura ziemi sięga 100 stopni. Hubertowi nie przypadł do gustu może to i lepiej bo więcej zostało dla mnie😉

Dwoma miejscówkami, do których obowiązkowo musieliśmy się udać była słynna budka sprzedająca podobno najlepsze na świecie hot dogi. Są one podawane z prażoną cebulką oraz trzema rodzajami sosów: ketchupem, musztardą oraz remoulade. Moim zdaniem niczym nie odstępują od tych kupionych na stacjach benzynowych, ale o gustach się nie dyskutuje.

Islandia budka z hot dogami.

Jednym z nielicznych programów kulinarnych, które staram się oglądać na bieżąco są Podróże z Makłowiczem, dlatego następnie udaliśmy się do rekomendowanego przez niego baru z hamburgerami i muszę przyznać, że był to starzał w dziesiątkę. Chyba jeszcze nigdy w życiu nie próbowałam tak wspaniale przyrządzonego mięsa. Jego skórka ku mojemu zaskoczeniu okazała się chrupiąca, a środek był średnio krwisty. Także jeśli będziecie na Islandii zachęcam Was do udania się do tej budki znajdującej tuż koło portu.

Hamburger.

A na koniec utwór, który na zawsze będzie kojarzył mi się z tą wyprawą:

6 komentarzy

  • Monika

    Hakarla raczej do końca życia nie zapomnisz! 😉 Ja podchodziłam do niego dotychczas dwukrotnie – za pierwszym razem był to hakarl zakupiony w Bonusie, za drugim natomiast podany został na degustacji wprost w miejscu, w którym jest wytwarzany. Ten pierwszy był paskudny, drugi… hmmm… może nie powiem, że mi smakował, bo tu rozminęłabym się z prawdą, ale był zjadliwy. Chociaż czy można powiedzieć, że zjadliwe jest coś, co pachnie i smakuje jak farba do włosów? Mimo że nie przepadasz za lukrecją, to następnym razem polecam spróbować lukrecjowego skyru (jeśli jeszcze go nie jadłaś). Moim zdaniem pyszny jest! 🙂

    • Kasia

      Podziwiam bo ten rekin mnie pokonał i zapachem powalił😂 a jeśli chodzi o Skyry to zakochałam się w nich, lukrecja faktycznie stanowiła niezwykle oryginalne połączenie. Po powrocie tak bardzo mi ich brakowało…ale znalazłam ich substytut w Lidlu (ale mimo wszystko to nie to samo co na Islandii)😉

  • Voyaga

    Cudowna Islandia!! I piękne zdjęcia (jakim aparatem robisz?). Przymierzam sie na ten kraj-czekam na dobrą okazję cenową, ale takż termin, bo bardzo chciałabym zobaczyć zorzę polarną.

    • Kasia

      Można trafić na świetne okazje jeśli chodzi o bilety lotnicze, a kluczem jest dobre rozplanowanie pobytu bo koszty rosną dopiero na miejscu…te zdjęcia były robione iPhonem 8plus 😉

  • Irena-Hooltayewpodrozy

    Islandia jest na mojej liście miejsc do odwiedzenia.
    Wspaniałe przestrzenie, cudowne krajobrazy i obcowanie z naturą.
    Myślę, że dobrze bym się tam czuła.Lubię surowe,dzikie krajobrazy.
    Zgniłego rekina chyba bym nie przemknęła.
    Bardzo fajna relacja.
    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *