Panorama na Tel Aviv.
Zamorskie wojaże

Tel Awiw City Break

Izrael stanowi dla mnie swoisty fenomen na skalę światową. Odnoszę wrażenie, że od niespełna lat 60 trwa on w stanie permanentnej wojny z wszystkimi sąsiadującymi państwami. Jego zdobycie/pokonanie nie powinno stanowić najmniejszego problemu (135km w najszerszym miejscu). Dodatkowo pozbawione jest ono praktycznie wszystkich bogactw naturalnych, a mimo to istnieje. Mało tego, jest potęgą regionalną. Produkuje najnowsze technologie, specjalistów, uzbrojenie i eksportuje to na cały świat. Postanowiłam sprawdzić to na własnej skórze i przekonać się jaka magia kryje się za tym zjawiskiem. Tym oto sposobem wylądowałam w stolicy Tel Awiw.

Panorama na Tel Aviv.

Nie byłabym sobą, gdybym przed wylotem nie zrobiła pełnego rozeznania co do miejsca, do którego się wybieram. Chyba nigdy moje wyobrażenia nie odbiegały tak bardzo od tego co zastałam na miejscu. W moich oczach Tel Awiw malował się jako ultranowoczesne miasto na skalę światowych metropolii. To co ujrzałam na miejscu nie miało z tym nic wspólnego.

PIERWSZE WRAŻENIA

Uderzył mnie fakt, iż Tel Awiw starający się być azjatycką stolicą nowoczesności ma tak zaniedbane budynki i ulice. Owszem, wszystkie ekskluzywnie wyglądające budynki ciągnące się wzdłuż plaży oraz szklane drapacze chmur robią wrażenie, ale wystarczy zapuścić się w głąb miasta, aby zobaczyć jego prawdziwe oblicze, w postaci starzejących się domów z lat dwudziestych pozbawione krzty makijażu. Karaluchy i inne robactwo są na porządku dziennym (niestety spotkało to także nas, dlatego już pierwszej nocy nastąpiła szybka zmiana miejsca noclegowego). Ale zacznijmy od początku…

Ulice Tel Aviv.

TRANSFER Z LOTNISKA

Najszybszym, a zarazem najtańszym sposobem dostania się z lotniska Ben Gurion do oddalonego o około 17 km centrum miasta jest pociąg. Na nasze nieszczęście przylecieliśmy w piątek popołudniu kiedy to zaczyna się Szabat i trwa on do zachodu słońca w sobotę. Wiąże się to z praktycznie całkowitym zamarciem miasta. Teoretycznie jedyny sposób transportu stanowią wówczas taksówki (koszt przejazdu to około 150 szekli; 1 ISL = 1,0259 PLN), a w praktyce ku naszemu miłemu zaskoczeniu podstawione zostały autobusy, które nieodpłatnie przewoziły przylatujących podróżnych do centrum miasta.

POZNAWANIE MIASTA

Moim zdaniem najlepszym, a zarazem najtańszym sposobem na poznawanie miasta jest włóczenie się wszędzie pieszo. Można wówczas poczuć klimat miejsca i poznać je od podszewki. Tym sposobem każdego dnia pokonywaliśmy dystans około 17 km – swoją drogą niezłe cardio;) W tym miejscu należą się również słowa uznania dla Huberta, który dzielnie znosił moje ADHD i syndrom szwędacza:*

Najładniejszą część miasta stanowi promenada ciągnąca się wzdłuż brzegu morza na długość około 5 km. Kończy się ona w Starej Jaffie wspaniałym punktem widokowym na całe miasto. Tel Awiw bywa nazywany Białym Miastem ze względu na największy na świecie zespół niemal 5 tyś. budynków wybudowanych w stylu Bauhaus w latach trzydziestych XX wieku. Wpisany jest on na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, a zaprojektowany został przez żydowskich architektów, którzy wyemigrowali w tym okresie z Niemiec. Największe skupisko obiektów w tym stylu możemy odnaleźć m.in. w rejonie Dizengoff Center.

Panorama na Tel Awiw

CENY / JEDZENIE

Czego nie potrafię zrozumieć to horendalnie wysokie ceny niewspółmierne do jakości oferowanych usług. Za cenę noclegu w jednym z najtańszych hoteli moglibyśmy pozwolić sobie na nocleg w jednym z europejskich hoteli o najwyższym standardzie. Z żywnością wcale nie jest lepiej. Ceny śniadania w kawiarni to koszt około 50 zł (sama szakszuka – dosłownie „wielki bałagan”) nie wliczając w to jakichkolwiek dodatków, napojów, czy dodatkowo płatnego serwisu. Dwie kawy? Proszę bardzo „jedyne” 40 zł. Tym sposobem stołowaliśmy się w przydrożnych budkach z ulicznym jedzeniem (w czym moim zdaniem tkwi cały urok poznawania lokalnej kuchni). W naszym przypadku śniadania stanowił tradycyjny chlebek pita z hummusem, czyli pastą z ciecierzycy. Możemy ją dostać w każdym sklepie spożywczym i stanowi podstawę izraelskiej kuchni. Do wyboru mamy niekończącą się ilość odmian i dodatków.

Falafel.

W ciągu dnia stawialiśmy na falafel (kuleczki z ciecierzycy smażone na głębokim tłuszczu z warzywami w chlebku pita). Jeden z najlepszych tego rodzaju posiłku można dostać w Frishman Falafel na ulicy Frishman. Mamy tu do wyboru dwie odmiany pity: zwykłą oraz pełnoziarnistą, bogactwo świeżych warzyw oraz przepyszny humus.

Poza tym do każdego kupionego ulicznego jedzenia mamy możliwość skorzystania z “baru sałatkowego”. Jest to tutaj bardzo popularne – każdy uliczny lokal oferuje nam talerzyki, które możemy zapełnić nielimitowaną ilością kiszonych warzyw oraz surówek. Falafel w picie to koszt około 20 szekli, zaś jeśli chcemy stołować się w restauracji to ceny na tym gruncie zaczynają się od 80 szekli.

Moje serce skradł także sabih, czyli pita z plastrami grillowanego bakłażana i jajkami gotowanymi na twardo (wiem może nie brzmi to najlepiej, ale uwierzcie, że jest pyszne☺️).

Sabih

Co ciekawe w sklepach przy produktach nie ma cen, co w Polsce jest nie do pomyślenia. Z pewnością przyczynia się to do tego, że turyści zapłacą więcej niż miejscowi.

ZAKUPY

Jeśli stawiamy na jak najbardziej niskobudżetowy wyjazd, wówczas polecam wizytę na dwóch największych ulicznych bazarach: Caramel Market i Levinsky Market. Szczególnie na tym pierwszym można znaleźć wszystko zaczynając od świeżych owoców i warzyw, poprzez ryby, przyprawy, słodycze, a kończąc na artykułach spożywczo-chemicznych. Byłam zachwycona intensywnością otaczających mnie aromatów i barw. Smak owoców w niczym nie przypomina tych dostępnych w Polsce. Na bazarach dostępne są również chałwy: klasyczne, z chili, z ziarnami kawy, pistacjami, migdałami i pewnie z czym tylko sobie zamarzymy. Nie są najtańsze, ale za to przepyszne. Levinsky Market to z kolei mały, ale tętniący życiem targ, gdzie można znaleźć suszone owoce oraz przyprawy najwyższej jakości.

Carmel Market
Warzywa i owoce na Carmel Market

KOMUNIKACJA

Początkowo moje obawy wzbudzała komunikacja miejska – a w zasadzie brak tablic informacyjnych w języku angielskim. Na szczęście z pomocą przyszedł Google Maps. Wystarczyło wpisać przystanek początkowy oraz końcowy i naszym oczom ukazywała się cała rozpiska łącznie z godziną odjazdu, numerem autobusu, miejscem przesiadki oraz orientacyjną godziną dotarcia do punktu docelowego. Bilet autobusowy kosztuje 5,9 szekli i można go kupić bezpośrednio u kierowcy.

JEROZOLIMA

Obowiązkowym punktem naszego wyjazdu była wycieczka do Jerozolimy, która religijnie i historycznie jest wyjątkowa w skali światowej. Nie wyobrażam sobie podróży do Izraelu bez wizyty w tym świętym mieście, z którego wywodzą się trzy wielkie monoteistyczne religie. W każdym innym miejscu na Ziemi zwalczają się zaciekle lub w najlepszym przypadku darzą się niechęcią, a tu na terenie Starego Miasta w Jerozolimie wszyscy potrafią dojść ze sobą do porozumienia.  Do samej Jerozolimy najprościej dostać się autobusem z dworca centralnego ha – Hagana w Tel Awiw. Odjazdy są co około 20 minut, a bilet w 2 strony to koszt 35 szekli. Co uderza zaraz po opuszczeniu autobusu to całkowita odmienność. Miasta dzieli zaledwie 70 km odległość, a ma się wrażenie wylądowania w zupełnie innym kraju. Wszystko jest tu bardziej zadbane, czyste.

Jerozolima - Stare Miasto

Równocześnie lekki niepokój wzbudza wszechobecne wojsko z karabinami przewieszonymi przez ramię, które przypomina o toczącym się tuż obok konflikcie izraelsko-palestyńskim. Co ciekawe w Izraelu powszechna służba wojskowa jest obowiązkiem wszystkich obywateli powyżej 18 roku życia. Dopiero po okresie 2-3 lat można podjąć studia na wyższych uczelniach.

STARE MIASTO

Cała stara część Jerozolimy otoczona jest murami i podzielona na cztery części (muzułmańską, chrześcijańska, żydowską i ormiańską), a jej obszar wynosi mniej niż jeden kilometr kwadratowy. Będąc pierwszy raz w Jerozolimie najlepiej chyba posłuchać znanej rady, która zaleca po prostu zgubić się w wąskich i krętych uliczkach pomiędzy niezliczonymi kramami. Niestety na Jerozolimę mogliśmy przeznaczyć tylko jeden dzień, dlatego podążyliśmy za radą i szliśmy, gdzie nas nogi poniosą. Powiem szczerze, że chciałam się po prostu gapić 🙂 Fascynacja nie opuszczała mnie przez cały czas pobytu. Nasza trasa przebiegała oczywiście przez wszystkie cztery dzielnice Starego Miasta. O ile obecność dzielnic chrześcijańskiej, żydowskiej oraz muzułmańskiej wydaje się naturalna, o tyle zastanawiająca jest dzielnica ormiańska, gdyż ormianie są chrześcijanami, ale potrzeba podkreślania własnej odrębności doprowadziła do powstania na terenie Starego Miasta zamkniętej enklawy, na której niestety nie ma wstępu z zewnątrz.

DZIELNICA MUZUŁMAŃSKA

Z drugiej strony mamy całkowite przeciwieństwo w postaci największej, najbardziej zaludnionej i głośnej dzielnicy muzułmańskiej. Nie sposób nie zorientować się gdzie się kończy, a gdzie zaczyna. Odróżnia ją wielka krzątanina, zapach przypraw, stragany stają się od razu bardziej barwne i hałaśliwe.

Dzielnica muzułmańska.

DZIELNICA CHRZEŚCIJAŃSKA

O wiele spokojniejsza jest dzielnica chrześcijańska – tu jednak nie mogliśmy uwolnić się od zapachu kadzidła. W dzielnicy, oczywiście poza samymi miejscami kultu, wydają się dominować sklepy z dewocjonaliami. Jej najważniejszym punktem jest Bazylika Grobu Pańskiego.  W tej okolicy znajdują się prawie wszystkie główne miejsca związane z Chrystusem.

Dzielnica chrześcijańska.

DZIELNICA ŻYDOWSKA

Najnowsza część Starego Miasta to ostatnia już dzielnica żydowska. W latach 1948-1967 została niemal doszczętnie zniszczona. Po tym czasie została zrekonstruowana, ale nie da się ukryć, że budynki są nowsze i o wiele bardziej zadbane. Miejscem najważniejszym dla wszystkich Żydów na świecie, a równocześnie wzbudzającym moje największe zainteresowanie była Ściana Płaczu zwana również Murem Zachodnim. Nazwa wzięła się od opłakiwania zburzenia świątyni przez Rzymian. Podzielona jest ona na 48-metrową część dla mężczyzn i 12-metrową dla kobiet. Ponadto kobietom nie wolno odmawiać modlitw na głos, śpiewać, czytać Tory oraz zakładać rytualnego szala modlitewnego. Czynności te mogą wykonywać tylko mężczyźni. Żydzi przychodzą się tu modlić i robią to w charakterystyczny sobie sposób – całym ciałem. Oddają się w skupieniu modlitwie. Mimo tłumnego odwiedzania tego miejsca przez turystów ze wszystkich stron świata potrafią się zapamiętywać w modlitwie i nie zwracać uwagi na tłumy. Wierni zgodnie z tradycja wkładają karteczki z prośbami do Boga pomiędzy kamienie.

Ściana Płaczu

Polecam udać się na punkt widokowy Hatamid, skąd rozpościera się widok na Ścianę Płaczu oraz Kopułę na Skale. Razem z meczetem Al-Aksa tworzy ona jedno z trzech najświętszych miejsc islamu, ustępując jedynie Mekce i Medynie.

KIEDY JECHAĆ DO IZRAELA?

Kiedy najlepiej wybrać się do Izraela? Myślę, że to zależy jaki jest cel naszej podróży. Jeśli zależy nam na plażowaniu to w listopadzie raczej na to nie możemy liczyć. My postawiliśmy na eksplorowanie miasta i pod tym względem miesiąc ten wydał się idealny. W ciągu dnia temperatura oscylowała w okolicach 25 stopni, więc krótki rękawek był idealnym rozwiązaniem, a na chłodniejsze wieczory wystarczyło narzucić sweterek. Na korzyść tej pory roku przemawia także brak zgiełku i wszędzie przeciskających się ludzi.

LOTNISKO / KONTROLA

Na koniec kilka słów o wyjeździe z Izraela. Zdecydowanie warto być świadomym co może nas czekać na lotnisku, bo krążą już chyba o tym legendy. Po pierwsze warto być na miejscu już trzy godziny przed odlotem na wypadek wzmożonej kontroli, ale pamiętajcie nie ma co od razu nastawiać się na „najgorsze”. Podróżowałam już do wielu miejsc na świecie, ale muszę też przyznać, że cała ta sytuacja w moim mniemaniu była interesującym i nietypowym przeżyciem. Nie do końca rozumiem zasadność niektórych pytań, ale dużego wyboru nie mieliśmy:

  • Jaka jest korelacja między mną, a moim chłopakiem?
  • Czy mieszkamy razem?
  • Jak często się widujemy?
  • Czy byliśmy już wspólnie na jakimkolwiek wyjeździe?
  • Czy sami pakowaliśmy bagaż? – to tylko niektóre z pytań.

Cały „wywiad” przebiegał w przyjaznej atmosferze, ale mimo wszystko nie rozumiem jego zasadności. Wszystko co do tej pory napisałam dotyczy wylotu z Tel-Awiwu. Jeśli chodzi o przylot do Izraela to jedyne pytania jakie mi zadano, to gdzie się zatrzymuję i od razu otrzymałam wizę upoważniającą do pobytu.

Czy warto odwiedzić Izrael? Zdecydowanie tak, nawet jeśli miałoby to być tylko po to, aby wyrobić sobie własne zdanie na jego temat.

6 komentarzy

  • Z dala od domu

    Izrael chodzi za nami mniej więcej od roku, tylko nigdy nie jest odpowiedni moment. Fajnie, że opisałam kwestię wysokich cen, warto wziąć to pod uwagę planując budżet na wyjazd. Szczególnie kiedy jest się miłośnikiem tamtejszej kuchni (a my z Oskarem jesteśmy). Kawka za 40 zł ? No wspaniale, może warto wziąć swoją kawiarenkę w takim układzie i przed porannym wyjściem doładować baterię. Twój artykuł to kolejny „kopniak” aby w końcu poszukać biletów 🙂

    • Travel Bug

      Polecam z całego serca. Do tej pory wspominam i tęsknię za hummusem i falafelem. Próbowałam znaleźć ten smak w kilku polskich restauracjach, ale nie sposób. Te zjedzone w Izrealu w przydrożnej budce nie mają sobie równych;) PS ja przed wyjazdem zaopatrzyłam się w puszkę kawy (jestem od niej uzależniona;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *