Filip Turowski
Lifestyle

Wywiad z Filipem Turowskim

Dzisiaj chciałabym przybliżyć Wam postać Filipa, znanego w sieci jako Głodny Świata. Doskonale odzwierciedla to połączenie jego dwóch pasji jakimi są podróże oraz jedzenie. Przed jakimi wyzwaniami stoi na co dzień i jakie ma plany na przyszłość opowiada Filip Turowski.

Filip Turowski

Co było pierwsze: pasja do podróży czy do dobrego jedzenia? Od czego wszystko się zaczęło?

Zawsze lubiłem jeść, a już jako dzieciak bawić się w kuchni, ale to dopiero pierwsze dalekie samotne podróże zaraziły mnie bakcylem smakowania świata. I tak już zostało – podróżuję, jem i gotuję. Na pełen etat (śmiech).

Porzucić pracę na etacie i poczucie bezpieczeństwa na rzecz nieznanego i ruszyć w podróż dookoła świata wymaga nie lada odwagi. Co stanowiło ostateczny impuls do podjęcia takiej decyzji?

Wydaje mi się, że każdą dużą czy ważną decyzję poprzedza określony zestaw wydarzeń. W moim przypadku była to kolejna podróżnicza książka, dosłownie połknięta w biegu, kolejny urlop, z którego nie miałem ochoty wracać, a może jeszcze jedna godzina w warszawskim korku w drodze do pracy. Dużo czytałem o podróżach dookoła świata i w pewnym momencie zacząłem o takiej fantazjować. Myślę, że oswajanie się z tą wizją zajęło mi jakiś rok, podczas którego popuszczałem coraz bardziej wodze fantazji, pozwalając sobie na coraz bardziej odważne i wymyślne podróże palcem po mapie. I wreszcie pojawiła się ta przełomowa myśl, od której wszystko tak naprawdę się zaczęło: a gdyby zrobić to na serio? Potem poszło już z górki i niespełna 6 miesięcy później ostatni raz w życiu wyszedłem z korporacyjnego biura.

Filip Turowski

Kiedy przyszła pierwsza myśl, że mógłby to być Twój sposób na życie? Czy z podróżowania da się żyć?

Czasem sam próbuję to sobie przypomnieć (śmiech). Od początku chciałem, żeby moja podróż była przełomowa i stała się zaczątkiem czegoś nowego: ani trochę nie zżymałem się, że nie wrócę na etat, ale miałem taką cichą nadzieję. Od początku wiedziałem też, że to nie będzie podróż dla samej podróży, a element większej układanki: w każdym kraju uczyłem się gotować, smakowałem, rozmawiałem z szefami kuchni i gospodyniami. Jadłem, fotografowałem i notowałem, aż pewnego dnia – pewnie nad talerzem parujących nudli – olśniło mnie: dlaczego by nie zorganizować warsztatów gotowania „dookoła świata”? Były już przeróżne warsztaty z różnych kuchni świata, ale takich, które zabierają uczestników w podróż po świecie i pozwalają poznać kompletnie różne smaki: nie. Sporo czasu zajęło mi przekonywanie polskich studiów kulinarnych, że ten pomysł ma sens, aż wreszcie zaufała mi cudowna ekipa warszawskiego Comfort Food Studio i ruszyliśmy. Moje warsztaty do dziś cieszą się zainteresowaniem, wiec chyba miałem dobre przeczucie.

Filip Turowski

Rownolegle rozwijałem bloga, kanały w social mediach i nawiązywałem kontakty, aż zaczęły się pojawiać pierwsze zlecenia – związane z podróżami, gotowaniem, fotografią i reklamą. Później pojawił się też pomysł organizowania kulinarnych podróży po moich ulubionych zakątkach świata i tak narodził się projekt Foodkrywcy, który już ponad 50 osobom pokazał, jaką frajdę można mieć ze smakowania świata. Od ponad roku prowadzę własną firmę, która spaja te wszystkie rzeczy i daje mi mnóstwo radości i satysfakcji, więc odpowiadając na Twoje pytanie – tak, z podróżowania można żyć, ale trzeba być człowiekiem orkiestrą, mieć oczy dookoła głowy, ogromną intuicję i jeszcze więcej cierpliwości, umieć ponosić porażki i mieć kupę nowych pomysłów co godzinę, a także dużo różnych umiejętności, które można połączyć w jeden matrix i wspierać się jednymi, gdy inne okazują się niepotrzebne. No i wreszcie pogodzić się z tym, że samo podróżowanie w tej całej układance stanowi relatywnie mały procent i że podróż „służbowa” to zupełnie inna bajka, niż urlop (uśmiecha się).

Czego nauczyłeś się o sobie podczas rocznej wyprawy dookoła świata?

Że mogę wszystko – serio! I że marzenia się nie spełniają, tylko trzeba wziąć je za rogi i spełnić samemu.

Które miejsce najbardziej utkwiło w Twojej pamięci?

Buddyjski klasztor w koreańskich górach – spędziłem tam 3 dni z mnichami, robiąc to co oni, nawet jeśli to była medytacja w małej, drewnianej pagodzie o 3 nad ranem. Niesłychane miejsce do złapania dystansu i refleksji.

Czy masz swoją ulubioną kuchnię? Jaka jest najdziwniejsza/najbardziej oryginalna potrawa jaką próbowałeś w swoim życiu?

Od zawsze i pewnie na zawsze jestem oddany kuchni Tajów – zakochałem się w niej podczas pierwszej samodzielnej podróży 10 lat temu i tak już zostało. Największe dziwactwa, jakich próbowałem, nie pochodzą jednak z Tajlandii – na podium zawsze stawiam sannakji, czyli ruszającą się ośmiornicę z Korei Południowej, kopi joss, indonezyjską kawę z żarzącym się węglem albo smażone tarantule z Kambodży.

Filip Turowski

Naturalnie nasuwa się pytanie: czy jest coś czego nie dałeś rady zjeść lub nie odważyłbyś się spróbować? Osobiście należę do odważnych osób, ale jajo kacze z pełni uformowanym zarodkiem ptaka przerosłoby mnie:)

No i właśnie mnie też przerosło (śmiech)! Balut jest rarytasem na przykład na Filipinach, ale choć byłem tam już pięć razy i za każdym robiłem podejście, wciąż mam to przed sobą. Poza tym nie cierpię wątróbki, więc jakby nie była udziwniona: NIE.

Jeździsz po całym świecie, prowadzisz warsztaty kulinarne, pracujesz nad własną książką. Jak znajdujesz na to wszystko czas? Jak często bywasz w domu?

Dotknęłaś bardzo ciekawej kwestii: ludzie uciekają z etatu, żeby mieć więcej czasu, podczas gdy freelance czy własna firma oznacza permanentny brak czasu! Plus nigdy się z tej pracy nie wychodzi. I oczywiście, kluczem jest dobra organizacja czasu, ułożenie procesów, wyrobienie nawyków i tak dalej, ale nie da się zaprzeczyć, że budowanie własnej marki – zwłaszcza w podróży! – to pod każdym kątem potworny pożeracz czasu. No, i wymaga to wszystko bardzo wyrozumiałych bliskich i przyjaciół, bo faktycznie w domu często cię nie ma.

Jak wygląda Twój typowy dzień pracy? Wielu osobom może wydawać się, że jest to praca łatwa, lekka i przyjemna bo opiera się na podróżach i kulinariach.

A inni nie mają bladego pojęcia, o co w niej chodzi (śmiech). Prowadzenie bloga, kanałów na Facebooku i Instagramie, planowanie i prowadzenie warsztatów, projektowanie i pilotowanie podróży, negocjowanie i dopinanie zleceń oraz godziny poświęcone na ocenianie nowych pomysłów i szukanie dodatkowych opcji zarobku – to nie jest bajka, a naprawdę ciężki zapierdziel. Dla mnie praca na swoim to dużo więcej zadań i wyzwań, niż miało to miejsce na etacie. Nie zrozum mnie źle – to JEST praca marzeń, ale męcząca i pozbawiona pozornego bezpieczeństwa, które niesie etat.

Jeśli miałbyś wybrać jedno ulubione zdjęcie zrobione podczas swojej rocznej podróży, które by to było?

To, gdzie szczerzę się do obiektywu w bezkresie bieli i błękitu na największym solnisku świata Salar de Uyuni w Boliwii – to było spełnienie marzenia w marzeniu, bardzo lubię to wspomnienie!

Gdybyś nie podróżował to co byś robił? Jak wyglądałoby Twoje życie?

Nie mam bladego pojęcia! I niech tak zostanie.

Jeśli miałbyś możliwość odbycia podróży z jedną znaną osobą kto by to był?

Mój ulubiony reportażysta Tiziano Terzani – swoją świetną „Powiedział mi wróżbita” dołożył wielgachną cegłę do budowania mojego obecnego życia.

Czy poleciałbyś w kosmos czy to już za daleko?;)

Pewnie, że bym poleciał! Chciałbym kiedyś zobaczyć Ziemię z orbity.

Czy masz jakis zwyczaj/ coś co robisz w każdym kraju, ja na przykład szukam i odwiedzam miejsca z kuchnia wegańską (chociaż zaznaczam, że weganką nie jestem;)

Kawa – zawsze zaglądam do kawiarni: ocenić, jak temat ma się w danym kraju i popodglądać jego mieszkańców nad filiżanką małej czarnej. Uwielbiam też chodzić po supermarketach i oceniać, jak różnią się półki.

Jakie są Twoje najbliższe plany? Możesz zdradzić gdzie zabierzesz nas w kolejną kulinarną podróż?

Lada moment zaczynam pilotowanie kolejnej foodkrywcowej grupy – tym razem w Kambodży. Później śmigam na chwilę odpocząć na Filipinach, w maju z następną grupą lecę smakować Bali, a zaraz potem na szybki wypad do Kanady i paru miast wschodniego wybrzeża USA. Lato – mam nadzieję ładne! – chcę spędzić na rodzinnym Podlasiu, a jesienią wracam do Tajlandii i Wietnamu z kolejnymi ekipami foodkrywców. Trochę tego jest, a znając siebie, za moment znów kupię jakiś bilet lotniczy… W końcu to moja praca!

Dziękuję za rozmowę i poświęcony czas, a Was zapraszam na bloga Filipa. Wszystkie zdjęcia wykorzystane w wywiadzie udostępnione są dzięki jego uprzejmości.

9 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *